przec ciało wędrują kolumny ukojeń.

W kręgu swych dziwadeł, fantazmatów, w swym wymyślaniu, bredzeniu, fantazjowaniu halucynuję sobie trzęsawiska, moczary i przepaście Nocy. Łażąc po alejkach mojego wewnęrznego kosmosu, nakrywającego mnie snem. Rozdmuchuję fluidy mroku i rzucam spojrzenie na gwiazdozbiory płonące w swej świetnośi, której nie rozproszy żaden powiew wiatru.Czuję tajemny , głęboki sens tej przygody. Wzbiera się tchnienie nocy jak szerokie pasma jaśniejących portów, do których idę zygzakiem. Rozścielone łóżko jak łódka, czeka, by unieść mnie w gwiezdne dale , mleczne drogi, opanowuje mnie senność… druga piędziesiąt siedem i dwieściepiędziesiątsiedem ledwo słyszalnych taktów śmiechu i szeptów pozostawionych na pustej ulicy przez przypadkowych przechodniów. I oto sufit urywa się i z jego nagłych załamań sypie się mak gwiazd. Fala po fali pokrywają bujną,spragnioną i obnażoną cielesność rozłożoną pod firmamentem nocnych marzeń. Te nocne spacery wyrastają znacznie poza mieliznę codziennych wydarzeń . W poczuciu głębokiej zaszczytności mych nocnych eskapad i odpływów oddaję się bezwstydnie głębokiemu rytmowi Snu. Nie dowiecie się nigdy bliższych szczegółów tej przgody, która niesie mnie ku nowym, ciepłym świtom.

zdjęcie: KAROL SZYMAŃSKI.

1 comment so far

  1. Kamila Rondo on

    druga piędziesiąt siedem.

    właśnie mija…


Zostaw odpowiedź