Archiwum z luty, 2007|Strona archiwum miesięcznego
Młyn mych stresów. klęsk. sukcesów (!)
wszystko ma swój czas.
teraz jest czas nocy przy małej lampce, jarrecie, zielonej herbacie i książkach.
i obym prędko nie miała ochoty pozamykać oczu zegarom i obym nie bolała już siebie samą tak bardzo..
jest też teraz czas na poukładanie tego co , gdzieś na drodze mojego buntu i złości pogubiłam.
jest to czas dla mnie.
bezruch
jałowa ziemia, stół, jeszcze jest cień
i gorzki zapach wspomnienia osiada na dnie
jak syrop, dziki szczep. bezruch, oto gdzie leży bóg
służy do tego łóżko, rozmowa zawsze
jest w pozycji poziomej, ty tam ja tu.
nigdy odwrotnie. stół, są dwa krzesła, nic więcej nie wiem,
wszystko się dzieje pomiędzy tymi rzeczami
każda ma własny odech, zużyte istnienie
(tylko domyślam się znaczeń, tylko przypuszczam
podobieństwo z tym światem). osiada na dnie,
fermentuje, podnosi temperaturę ciała,
ale go nie spala. suche powietrze,
suchy rytm wydm, miejsce najmniejszego oporu-
oto gdzie leży bóg. i drzwi nas tylko dzielą,
mówimy przez ścianę. nie było nigdy dalej.
i tak bez końca. czekam aż wywietrzeje
przy otwartych oknach
naturalny zapach naszych grzechów
aż zmyję z pleców dotyk dłoni, a nasze ubrania i książki
nie będą duszone w plastiku.
odetchną po pokojach rozrzucone.
w końcu damy im miejsce najwłaściwsze
według nauk wschodu
w interpretacji własnej.
Komentarze (11)
Komentarze (4)