Doświadczenie przyjmuje postać alternatywy.
Nie ufam szczęściu. znajduję się w stanie dość wątpliwym stąd nikt nie chce o nic pytać.Wszystkie drogi, wszystkie linie zagłębiają się w dolinie dłoni. Oto linia życia. Patrz! Przebiega jak strzała w widnokrąk pięciu palców rozjaśniony potokiem, który rwie naprzód obalając przeszkody. i nie ma nic piękniejszego , nic potężniejszego niż dążenie naprzód.
Jakże bezradna jest przy Tobie linia wierności. Jak okrzyk nocą, jak rzeka na pustyni poczęta w piasku i ginąca w piasku. Ale usiądź obok mnie. Chcę z Tobą śmiać się i smucić, rozmawiać o rzeczach ważnych i błachych, aż w końcu wyzwolimy się od gniotącej lekkości pozoru! Możesz milczeć. nie mów. Ale niech opadające powieki nie kruszą czułości spojrzeń. Nie będę mówić za Ciebie- świata nie złowisz na wędkę zaprzeczeń. nie mów. patrz mi w oczy. Ja podwójnym oczu uderzeniem utwierdzę niebo i z szaleńczą fantazją nadam mu kolor niebieski. Najtrudniej jest przekroczyć przepaść i doznać dłonią bardzo śmiałą obcego świata ust i oczu. Nie ufaj pięciu zmysłom tylko powierz duszę rwącym myślom.

Patrzysz na moje usta, myślisz- za małe, by wyrzeć: ŚWIAT. Ale we mnie jest płomień i wiatr na pożar i żagle. Ręce mam niecierpliwe, mogę głowę przyjaciela ulepić z powietrza. I wiem, że nawet, gdy wiatr skamienieje będziemy wzruszać powietrze! Czasem jednak tonę na białym żaglowcu, fala zrywa mnie z białego żaglowca, szukam kluczy, zabijam smoka, który się śmieje, zgaszam lampę , a nade wszystko gadam…Podejrzewam , że wszyscy śnią obrazami, jak ja. Ale opowiadam sobie wszystkie te głupie historie jakbym spała w sercu narracji . Między ziewnięciem w grudniu, a sierpniową drzemką mija zaledwie chwila bez zdarzeń, bez tęsknoty. Coraz mniej dnia i nocy ubywa, może w ten sposób zacny wszechświat układa mnie do snu?
“Pytania z pozoru proste wymagają zawiłej odpowiedzi”
Trzymam w ramionach ciepłą atmosferę głowy, a w niej DZISIAJ słodkie unicestwienie i zmaganie żywiołów. JUTRO: pijana stateczność. WCZORAJ: skłonna do podskoków, taneczna, zbyt kochająca życie, żeby się narażać. Dzisiaj już drwiąca z niebezpieczeństwa, a jutro doskonalę nozdrza wonią starych książek…
Śnię cierpliwie w nadziei , że treść się dopełni, że brakujące słowa wejdą w kalekie zdania i pewność zarzuci kotwicę. Ot taka utopia zbędna(?) Wczoraj nie było ścieżką prawdy, lecz poprostu ścieżką z rudym korzeniem w poprzek drogi i igliwiem po jej boku, a las był pełen jagód i duchów niepewnych. Na prawo było źródło z ciemnym ziarnem przyczyny, na lewo było wzgórze i las kojącej wiedzy, że las jest jednym z wielu lasów…
Czy można mieć zarazem źródła, wzgórza idei i liście?
“pytania z pozoru łatwe wymagają zawiłej odpowiedzi”
Dla mnie to ciemna alchemia zbyt jasnej abstrakcji. i tak we wszystkim wygrywa apologia przypadku, zatem nie warto starannie budować wymarzonej Idei.
Wszystko mogło być szare i bez namiętności. Ale nic takie nie jest.
Na szczęście.
2 komentarzy do tej pory
Zostaw odpowiedź
hyh;> fajna ta fota;d