Archiwum z grudzień, 2006|Strona archiwum miesięcznego

chichocząca igraszka Sił.

… 

no ordinary love

…w każdym bądź razie K. przyłapał sie na tym,że zerka spod oka na siedzacą przy nim dziewczynę-że spogląda na nią,jak gdyby widział ją po raz pierwszy w życiu, jak gdyby była mu zupełnie obca.Owszem,bardzo ładna,czarująca… ale czy ta tawarz nie jest trochę pozbawiona charakteru,trochę monotonna przez ten niezmienny paradoks pozornej skromności i ironii?A jeżeli się odbierze jej te dwie cechy, co pozostaje?Jałowy, nudny egoizm.Myślał i analizował jej zamyślony wzrok wewnątrz siebie…  być może wcale nie wiedział i nieświadomie  kłamał kochając tą ,która jego pragnęła miłości, by z uczuć jej spijać rozkosz zwycięstwa. I tak nawet o tym nie wiedząc, pożarem serca jej oddanego rozpalał chłód swojej nicości. Wtedy właśnie ona zwróciła się  do niego:  Nie interesuje mnie, czym się trudnisz. Chcę wiedzieć, nad czyn bolejesz i czy śmiesz marzyć o spotkaniu z tym, za czym tęskni twoje serce. Nie interesuje mnie, ile masz lat. Chcę wiedzieć, czy gotów jesteś wyjść na głupca dla miłości, dla marzeń, dla przygody, jaką jest życie. Nie interesuje mnie, jakie planety zrównają się z twoim księżycem. Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś środka własnego smutku, czy zdradzony otwarłeś się, czy skurczyłeś się i zamknąłeś w sobie ze strachu przed dalszym cierpieniem! Chce wiedzieć ,czy potrafisz siedzieć z bólem, moim lub twoim, nie poruszając się by go ukryć, stłumić lub uleczyć.


Pragnę wiedzieć, czy możesz współistnieć z radością, moja lub swoją, czy umiesz zapomnieć się w tańcu i pozwolić, by ekstaza wypełniła cię po czubki dłoni i stóp, nie każąc zachowywać ostrożności, myśleć realistycznie czy pamiętać o ograniczeniach kondycji ludzkiej. Nie interesuje mnie, czy opowiadasz mi prawdziwą historię. Chcę wiedzieć, czy potrafisz rozczarowywać innych, tak, by pozostać wiernym sobie ,czy umiałbyś znieść oskarżenie o zdradę i nie zdradzić własnej duszy.Chcę wiedzieć, czy potrafisz zaufać, a zatem i być godnym zaufania. Chcę wiedzieć, czy potrafisz dostrzec piękno, nawet gdy nie co dzień jest ładna pogoda, Chcę wiedzieć, czy potrafisz żyć z porażką, nie tylko swoją. Nie interesuje mnie, kim jesteś, skąd się tu wziąłeś .Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w środku ognia i nie cofniesz się. Nie interesuje mnie, gdzie, jakie i u kogo pobierałeś nauki.Chcę wiedzieć co cię podtrzymuje od środka, gdy wszystko inne kpi i znika.
Chciałabym choć raz spojrzeć na świat Twoimi oczami.

wtedy on spojrzał na nią zupełnie inaczej. Dotychczas jeszcze na nikogo nie patrzył w ten sposób…                                                                                          zdjęcia: Karol Szymański   :*

gość. i wynikające z tego zdziwienie.

- A więc tak wyglądają u Was Święta. Człowiek się stale uczy.

- Źle Ci u nas?
- Dość dysproporcjonalnie.
- Chyba nie rozumiem.
- Spory chaos.
- Ale w imię pokoju.
- Fakt.
- Daj się porwać. Sam zrozumiesz.
- Z pewnością.
- Pobiegnę pod pierwszą Gwiazdkę. W biegu nie dojrzę nic i pomyślę: wszystko jest dość proste.
- Właśnie tak.
- Taką macie tu teorię?
- Nie. Taką mamy tu mniejszą linię oporu.
- A więc tak wyglądają u Was Święta.
- Przepraszam, spieszę się.

kolory figowego drzewa.

Konieczne są chwile przejścia brzegiem własnego życia, by zrozumieć przypływy radości i odpływy żalu. Koniecznie jest przejście piaszczystą stroną własnego życia, na której nic się nie udało zbudować, bo zabrakło podłoża ze skały. Konieczne są chwile zadumy, by uniknąć smutku. Nie jest straconym życie, które stawia pytania, nie są pustymi chwile, w których trzeba szukać. Każdy dzień jest wyprawą w krainę nadziei, poszukiwaniem ukrytych skarbów i perełł, dla których można wyrzec się wszystkiego. Muszę odnaleźć perłę swego życia, pod falami przypływów dostrzec skarb jedyny. Cenny jak wieczność. Drogi jak królestwo.

gdzieś tu chyba..zakpił los. ?

potrzeba subordynacji. swoboda twórcza i stabilizacja kierunku. cele.

Na kartce schemat działania. próba realizacji. zwycięstwo samodyscypliny.

zmęczenie. konieczność.

nadrzędne sprawy. i te mniej ważne. porządek ,zamiast nieporząku-wytrwałość .

Ty- czuwaj blisko, czujnym okiem krytykuj spadek wartości. zaniedbanie niebywale ważnych błahostek. bądź obok. niech czujność nie idzie spać.

chcę Cię na łatwe i trudne chwile.

( zdjęcie cyknął Łukasz z nad morza. )

Kwadratura Koła.

tyle trzeba marzeń. wywietrzyć, wymodlić. Tyle dróg zadeptać. Tyle gwiazd zanudzić. Wydnić. Wymiesięcznić. Wyscenarzyć lata. Tyle jeszcze trzeba wychmurzyć. Wydeszczyć. Tyle słów zasadzić, by później podlewać. Wypoecić wszystko , co się wewnątrz gnieździ. i pisklaczy czasem wczesną wiosną. Tyle dłoni wyminąć, by wpaść wreszcie w jakieś. Spłonąć w swej zieleni i spomarańczowieć. Tyle słów wymówić, by nauczyć paru. Stworzyć własne -ale- symbol zapytania. Łez tyle wytęsknić i tyle wycieszyć. wysmaczyć. wycierpieć. wytracić. wywalczyć .
Żeby wyczasowić nasz odcinek świata. wyskrzydlić. zajaśnieć i nauczyć latać.

“samolot pisze wiersz na niebie. wysyłam go do Ciebie.Czekam. przyleć i mnie weź.

Chcę pokochać Anioła, który ma na moim punkcie fioła”

Polecimy razem na niebieskie łąki. Tam się wystroimy jak gwiezdne pająki.

kolorowa bariera raju.

wciąż wieczność jest z nami, choć czasem nam się zdaje, że wszystko jest nietrwałe. Więc trochę .Na Niby. patrzymy całkiem śmiało, a wewnątrz drży fizyczne ciało… Ale w oczach mamy blask i ciemność nie kapie z zegarka jak z rany. Patrz -mówiłeś – tak wszystko na oczach się zmienia jak pasikonik za szybko zielony. Miłości wystarczy, że jest.

Szkoda, że kiedy tylko zdarzy mi się wyjrzeć przez okno ( bo z domu dawno już nie lubię wychodzić do ludzi) widzę jak drapieżna miłość konkretu domaga się ofiar. Nie napełniam śmiechem martwego pokoju. Nie opieram łokci na szumiącym dębie stołu. Nie łamię losu. Nie ufam sztuczkom wyobraźni. Fortepian na szczycie mojej góry grał fałszywe koncerty. zamknęłam okno.

Mam kota na gorącym dachu mojej głowy

Ja tam, Ty tu. Co noc bez snu . Tam Ty. Tu ja. A między – Mgła. Docierasz do mnie przez tysiące kilometrów, a ja się waham na brzegu centymetrów..

i kocham Cię. i waham się . Do Ciebie chcę. Łap mnie. Łap! jestem lekka jak ptak..

Nie pozwól mi się bać.

Z wielkiej chmury mały jeż.

Świt.

W najgłębszym momencie przed świtem rozlega się pierwszy głos tępy i ostry zarazem jak uderzenie noża. Potem z minuty na minutę zmagające się szmery drążą pień nocy.

Wydaje się, że nie ma żadnej nadziei. To, co walczy o światło jest śmiertelnie kruche. I kiedy na horyzoncie ukazuje się niewyraźny przekrój drzewa, nierealnie duży i prawdziwie bolesny, nie zapominajmy błogosławić cudu.

trawy, drzewa rosną przyzwoicie, bez żadnej wegetacyjnej bujności, wystrzegając się niedozwolonych pieszczot z trzmielami. Są wciąż skrępowane. Nawet róże sznurują usta. Marzą o zielniku.

Staruszkowie przychodzą tu z książkami i zasypiają pod ospałym tykaniem słonecznych zegarów...

Doświadczenie przyjmuje postać alternatywy.

Nie ufam szczęściu. znajduję się w stanie dość wątpliwym stąd nikt nie chce o nic pytać.Wszystkie drogi, wszystkie linie zagłębiają się w dolinie dłoni. Oto linia życia. Patrz! Przebiega jak strzała w widnokrąk pięciu palców rozjaśniony potokiem, który rwie naprzód obalając przeszkody. i nie ma nic piękniejszego , nic potężniejszego niż dążenie naprzód.

Jakże bezradna jest przy Tobie linia wierności. Jak okrzyk nocą, jak rzeka na pustyni poczęta w piasku i ginąca w piasku. Ale usiądź obok mnie. Chcę z Tobą śmiać się i smucić, rozmawiać o rzeczach ważnych i błachych, aż w końcu wyzwolimy się od gniotącej lekkości pozoru! Możesz milczeć. nie mów. Ale niech opadające powieki nie kruszą czułości spojrzeń. Nie będę mówić za Ciebie- świata nie złowisz na wędkę zaprzeczeń. nie mów. patrz mi w oczy. Ja podwójnym oczu uderzeniem utwierdzę niebo i z szaleńczą fantazją nadam mu kolor niebieski. Najtrudniej jest przekroczyć przepaść i doznać dłonią bardzo śmiałą obcego świata ust i oczu. Nie ufaj pięciu zmysłom tylko powierz duszę rwącym myślom.

Patrzysz na moje usta, myślisz- za małe, by wyrzeć: ŚWIAT. Ale we mnie jest płomień i wiatr na pożar i żagle. Ręce mam niecierpliwe, mogę głowę przyjaciela ulepić z powietrza. I wiem, że nawet, gdy wiatr skamienieje będziemy wzruszać powietrze! Czasem jednak tonę na białym żaglowcu, fala zrywa mnie z białego żaglowca, szukam kluczy, zabijam smoka, który się śmieje, zgaszam lampę , a nade wszystko gadam…Podejrzewam , że wszyscy śnią obrazami, jak ja. Ale opowiadam sobie wszystkie te głupie historie jakbym spała w sercu narracji . Między ziewnięciem w grudniu, a sierpniową drzemką mija zaledwie chwila bez zdarzeń, bez tęsknoty. Coraz mniej dnia i nocy ubywa, może w ten sposób zacny wszechświat układa mnie do snu?

“Pytania z pozoru proste wymagają zawiłej odpowiedzi”

Trzymam w ramionach ciepłą atmosferę głowy, a w niej DZISIAJ słodkie unicestwienie i zmaganie żywiołów. JUTRO: pijana stateczność. WCZORAJ: skłonna do podskoków, taneczna, zbyt kochająca życie, żeby się narażać. Dzisiaj już drwiąca z niebezpieczeństwa, a jutro doskonalę nozdrza wonią starych książek…

Śnię cierpliwie w nadziei , że treść się dopełni, że brakujące słowa wejdą w kalekie zdania i pewność zarzuci kotwicę. Ot taka utopia zbędna(?) Wczoraj nie było ścieżką prawdy, lecz poprostu ścieżką z rudym korzeniem w poprzek drogi i igliwiem po jej boku, a las był pełen jagód i duchów niepewnych. Na prawo było źródło z ciemnym ziarnem przyczyny, na lewo było wzgórze i las kojącej wiedzy, że las jest jednym z wielu lasów…

Czy można mieć zarazem źródła, wzgórza idei i liście?

“pytania z pozoru łatwe wymagają zawiłej odpowiedzi”

Dla mnie to ciemna alchemia zbyt jasnej abstrakcji. i tak we wszystkim wygrywa apologia przypadku, zatem nie warto starannie budować wymarzonej Idei.

Wszystko mogło być szare i bez namiętności. Ale nic takie nie jest.

Na szczęście.