Monolog spadającego Liścia- czyli o czym myśli spadający Liść.

A więc zaczęło się. Trafiłem na powietrzny szlak, a kieruje mną wiatr. Jest to dla mnie szczególny okres, towarzyszy mu ciekawe uczucie, nagle dostrzegam wszystko z perepektywy diametralnie różnej… Przychodzą mi do głowy też bardzo specyficzne refleksje, osobliwie świeże, nieziemskie,, nieraz nawet doprawione odrobiną realizmu, bo zwykle bywają absurdem. Wszystko to faktycznie musi mieć związek z moim oderwaniem Drzewa. Krainy mojego dzieciństwa.
Sądzę, że z takim entuzjazmem jaki właściwie mi towarzyszy upajam się tą szczególną wolnością, gdyż wraz z potrzebą samodzielnego myślenia budzi się we mnie ciekawość świata.Nieokiełznana. Przebywając w ciasności nierozumnych konarów ginie gdzieś we mnie owa ciekawość- wszelka wnikliwość . bez reszty tonę w potrzebie współdziałania. Natomiast na powietrznym szlaku nie ma z kim współdziałać, toteż pozostaje mi pracować na własny rachunek, zdobywając wiedzę tylko dla siebie. Wszak otrzymuję tyle fascynujących bodźców z otoczenia! towarzyszy temu takie przyjemne rozedrganie…
W tym półwieczu mojejgo opadania szczególnie zainteresowali mnie ludzie. To byty o nikczemnej posturze, prymitywne karzełki, niesamowicie wręcz ograniczone w swym zapatrywaniu na świat, będący kolebką ich życia. Osobliwy jest ten człowieczy prymitywizm – na przykład całkowicie poza obszarem ludzkiego pojmowania leży nasz stan rozdzielno-łącznej świadomości. Żadnej z tych istot nawet przez myśl by nie przeszło, że wraz z odejściem od swojego Drzewa każdy z nas staje się osobnym bytem, udającym się na spoczynek po niemal rocznej, nieustannej pracy. Słyszałem wręcz, że ludzie bezmyślnie zbierają, depczą, tratują lub palą nasze stare ciała, te same, które prawie rok są nam opoką. Owszem, u kresu powietrznego szlaku mój duch opuści ciało, by przez całą zimę bawić w Krainie Szmaragdowego Snu, a następnie odrodzić się wiosną w Koronie Wielojedności – ale to jeszcze nie znaczy, że można bezkarnie moim ciałem poniewierać! Ciekaw jestem, czy te istoty podobny brak szacunku okazują szczątkom własnych przodków.
Najbardziej niepokoi mnie jednak to, co powiedział nam jeden z Podniebnych, który pewnego dnia przybył do nas z wizytą. Podobno na własne oczy widział, jak ludzie obalają i niszczą kolejne Wielojedności, wspomagani przez potężne, zębate monstra. Do dziś nie wiem, czy mam w to wierzyć. Drobne przewinienia można usprawiedliwić ludzkim prymitywizmem, ale nie sądzę, by sięgnął on poziomu, na którym rozmyślnie morduje się prastare istoty, ostoje pierwotnej ziemskiej mądrości, godne najwyższego szacunku!
Z drugiej strony jednak… sam to widzę. To zdają się potwierdzać moje półwieczne obserwacje. Ludzie coraz bardziej się rozprzestrzeniają, stają się agresywni, rozbestwieni. I niezwykle potężni. Dysponują własną, barbarzyńską wiedzą – umieją miotać ogniste gromy, wznosić ogromne, kamienne gniazda, hodować mordercze bestie. Możnaby pomyśleć, że nikt nie jest w stanie przeciwstawić się tym zapalczywym karzełkom, a nasza mądrość jest w porównaniu z ich mądrością całkowicie nieprzydatna. Oni mają środki, które pozwalają na zniszczenie każdej napotkanej przeszkody, stojącej na drodze ku Poznaniu. Kto wie, może kiedyś wydrą sekrety nawet naszym braciom z niebios? My wiemy tylko tyle, ile nasi bracia zechcieli nam wyjawić, ile jest potrzebne, abyśmy utrzymywali serdeczny kontakt, niosący wzajemne korzyści. Oni mogą z czasem dowiedzieć się wszystkiego. My mamy zasady i uświęconą, prastarą tradycją. Oni mają środki i szaleńczą determinację.
A teraz… sam już nie wiem, co jest obiektywnie lepsze i ważniejsze. Wątpliwości, absurdalne i niemal bluźniercze – oto kolejna niespodzianka, która może przytrafić się na powietrznym szlaku.
Odnoszę wrażenie, iż wątpliwe przywileje, związane z podróżą szlakiem podniebnym i ponadziemnym, zostały przyznane każdemu z nas celowo i zgodnie z odwiecznym porządkiem wszechrzeczy. Po to, aby zrozumieć rolę istot takich jak ludzie. Po to, aby choć na chwilę naszym udziałem stało się coś typowo ludzkiego, największy ich dar i największe brzemię – wolna wola. O wolnej woli również słyszałem od Wielojedności, ale jakże w duchu tamtej idealnej współpracy i jednomyślności mogłem pojąć jej znaczenie?
Być może prymitywizm i agresja ludzi to nic innego, jak efekt ich zagubienia w tym świecie, próba zrozumienia otaczającej rzeczywistości, zrozumienia utrudnionego ciągłymi rozterkami, ciągłymi wyborami, niepewnymi i wieloznacznymi? Być może ludziom, z uwagi na ich stale ciążące brzemię i oddalenie od ideałów Wielojedności, również należy się szacunek i duchowe wsparcie? A nuż to właśnie ich próby pojednania z własną naturą ukształtują przyszłość tego świata? Kto wie, czy myśmy nie wypełnili już swego zadania, i czy nie przyjdzie nam niebawem opuścić swych ciał na zawsze, by dołączyć do świetlistych braci w niebiosach i na wieczność pogrążyć się w Szmaragdowym Śnie?
To dobra okazja, by wspomnieć o Szmaragdowym Śnie, gdyż już za chwilę zapadnę w jego objęcia. Z bliska widać ziemię, a na niej dziesiątki mych braci, którzy już zasnęli. Ja zaś, u progu odpoczynku, czuję na sobie ludzkie brzemię oraz podziw dla tych, co je dźwigają. Nie wiem, czy mam żałować, że te odczucia za chwilę znikną. Może zbyt długo myślałem, może nie nad tym, nad czym powinienem. Do przygód powietrznego szlaku ciężko mieć jednoznaczny stosunek. Tak czy inaczej, chciałbym mieć możliwość podzielenia się tymi przemyśleniami z człowiekiem. Sądzę, że byłby to poważny krok ku pojednaniu – nie tylko mnie z ludźmi, ale przede wszystkim ludzi z samymi sobie i tym światem, wraz z jego pierwotnym obliczem.
A teraz – pora zasnąć. Ludzie również śnią. Pora zasnąć z nadzieją, że wspólnie wyśnimy coś dobrego…
prośba tuż przed zaśnięciem.
nie depczcie po mnie-ja jestem światłem waszej twarzy
kamieniem węgielnym Przyszłości
listem do umarłych
wiatru pożywieniem -
nie depczcie po mnie -
we mnie jest mnóstwo korytarzy
żył złotonośnych apartamentów
we mnie jest ciężar waszych spojrzeń – przekleństw -
przeze mnie biegną drogi gwiazd
neutralne przestrzenie zamiary biedronek -
nie wgniatajcie mnie w ziemię -
jestem flagą Pokoju i Pieśni
świątynią bezdomnych -
zielonym okrętem
ostatnim uśmiechem miast
Żadnych komentarzy.
Zostaw odpowiedź