Archiwum z październik, 2006|Strona archiwum miesięcznego

cisza łamana ciszą.

Siadam. Zanim zacznę grać zamykam oczy. potrzeba duchowego skupienia, by wszystkie uczucia ruszyły w jednym kierunku. wiem co chcesz usłyszeć, mimo to pozostaje wierna sobie. wiem, że zrozumiesz. szukam drogi jaką chciałabym wyrazić drzemiącą tajemnicę, która unika słów. Siedzisz obok na fotelu. Twoja twarz w półmroku jest ciemna. mało wyraźna. Już w swojej wyobraźni słyszysz melodię. tą, w której odnajdujesz cząstkę siebie. Na klawiszach kurz . Kładę na nie ręce i trzymam tak przez chwilę nieruchomo. to moja niema uwertura. Całą sobą wydobywam ukrytą w Tobie duszę, wiem , że potrafię zagrać pięknie jak deszcz. całkiem już się zatraciłam , z każdym dźwiękiem daję Ci cząstkę siebie. nie potrzebuję nic widzieć, palce są nośnikiem myśli i uczuć . Ty siedząc obok z zadumaną miną coś jakby analizujesz… Nie gram z pamięci, muzyka wypływa sama. w końcu zaspypiasz . gram ciszej i ciszej. Kiedy się obudzisz będę obok. Ja i moja muzyka. i cisza .

Narysuj mi baranka…

Mały Książe mówił…Jeżeli chcesz mieć przyjaciela oswój mnie…

Decyzja oswajania niesie za sobą ryzyko łez… świat łez jest bardzo tajemniczy. Byle podmuch wiatru może zgasić lampę zatem trzeba uważać. Oswoić znaczy stworzyć więzy. Na zawsze stajesz się odpowiedzialny za to co oswoiłeś. Ludzie mają zbyt mało czasu ,aby cokolwiek poznać. Jeśli ukochasz kwiat, który istnieje w jednym egzemplarzu pośród milionów gwiazd, to patrząc na niego będziesz szczęśliwy…Ludzie wpadają w wartki pęd czasu, nie pamiętając już czego szukają. Machają więc gorączkowo rękami kręcąc się w kółko.Tylko dzieci wiedzą czego szukają. Tracą czas na lalkę z szyfonu, która nabiera dla nich znaczenia i jeśli chcą im ją zabrać, płaczą. Mają szczęście.

Na pustyni jest się samotnym. Równie samotnym jest się wśród ludzi. Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię….

fruwanie ponad magnoliowym niebem

Zanim umrę, chcę walczyć o życie. Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.Ja – jak każdy człowiek na Ziemi mam swój skarb ukryty gdzieś daleko, który czeka tylko na mnie. znajdę Go. Będę upadać i natychmiast wstawać na nogi , bo wiem,że strach przed porażką jest straszniejszy od samego niepowodzenia. trzeba iść. wszystkie bitwy mojego życia czegoś mnie uczą, może szczególnie te , które przegrywam. wytrwałość przynosi pomyślny los. nie wolno mi nie podejmować ryzyka, by nie stało się tak ,że uwierzę w cuda dopiero, gdy magiczne chwile życia odejdą na zawsze. co prawda nie zaznałabym nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie cierpiałabym jak Ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzę za siebie- bowiem zawsze dogania nas przeszłość- usłyszę głos włąsnego sumienia.Strach, strach, strach! Życie to dyktatura obezwładniającego strachu, cień gilotyny. trzeba wiedzieć , że marzenia wymagają wysiłku. Pierwszym symptomem, który ujawnia, że zabijamy marzenia, jest brak czasu .Drugim objawem śmierci naszych marzeń jest pewność przekonań. I wreszcie trzecim symptomem śmierci naszych marzeń jest spokój. Nie ma znaczenia ani klęska, ani zwycięstwo, ważna jest tylko Dobra Walka.  Dobra Walka to ta, którą podejmujemy w imię naszych marzeń.

        URODZINY MAĆKA
Wszystkiego najlepszego dla Maćka z okazji 19 urodzin! Maciek, oby zawsze nasze ciągłe sprzeczki były tak smacznym nektarem merytorecznej wiedzy o samym sobie i żeby wspólne pogawędki budowały stale piramidę optymizmu w życiu. no to życzę Ci spełnienia marzeń i satysfakcji płynącej z tego co robisz. i czystości sumienia. Fajnie , że jesteś. wszystkiego najlepszego!

bywa , że smutek …

Już liście swą zieloną wyzionęły duszę

na horyzoncie chmurzy się posępne pasmo

marzenia moje nieskładne

myśli nie dość lekkie

Wiatr cierpki

nieczuły

bezradne porywa listki

i moje złamać chce Skrzydła…

A Ja-

  w bezkresnym wymiarze niezrozumiałych myśli

Kiedy chcę sięgnąć wzrokiem

         daleko przed siebie

widzę tylko zmierzch dnia wczorajszego.

Jutro jest tylko mglistym pejzażem

niezapamiętanych snów..

a gdy sen mi oczy przymyka-

-widzę najbystrzej

Kiedy śnię oczy chłoną światłość wizji czystszej…Ciebie

z niejasnych przyczyn jasno widzę

w mroku.. 

Ty, którego sam cień już ciemność w blask

rozjaśnia

Dni bez Ciebie- to noce świat kryjące w cieniu

Noce- to dni, gdyż widzę Cię w sennym marzeniu..

i już jest duszy mojej Blask 

utkanej z miękkich pajęczyn

i już wierzę w celowość swojej podróży,

w podmuchy jesiennej burzy

I w przyszły obraz osiągnięć.

I w niezliczone panoramy, zestawy, kompozycje

barw Twoich oczu 

pokrewieństwo dusz

nic bardziej od Ciebie nie czyni mnie tak szczęśliwą. czasami oczekiwanie na to co ma nastąpić budzi tak barwną gamę emocji i trudnej do ogarnięcia radości, że nawet jeśli to co miało nadejść nie nachodzi sama chwila oczekiwania jest warta swojego istnienia. codzień kiedy zamykam oczy do snu czekam na kolejny dzień pełna wiary, że będę mogła dzielić go z Tobą. nigdy nie doznałam piękniejszego i bardziej wzbogacającego uczucia. jesteś cudowny. dziękuję

Myśli rozedrgane

“Plemię odkrywców zniknęło z powierzchni Ziemi, podobnie jak kiedyś wymarły plemiona błędnych rycerzy, korsarzy morskich, nieustraszonych konkwistadorów. Świat nie tylko skurczył się, ale również spowszechniał. Wiemy więcej, ale to więcej pozbawione jest smaku, emocji, przeżycia i tajemnicy, jakie towarzyszyły kiedyś człowiekowi, kiedy stykał się z czymś kulturowo, antropologicznie nowym i innym. Już nie musimy organizować wypraw, trudzić się, ryzykować. Świat przychodzi do nas: jego obrazy przepływają przed naszymy oczyma, kiedy siedzimy w mieszkaniu przed telewizorem.

a przecież największą radość sprawia odkrywanie rzeczy niezwykłych w rzeczach najbardziej zwyczajnych. Idąc drogą mijamy fragmenty pejzażu, widoki okolicy, stojące domy , płoty i drzewa. Te obrazy świata rozpięte po obu stronach drogi możemy przemieniać, przemieszczać, tworzyć niezliczone panoramy, zestawy , kompozycje. Nasza wyobraźnia spotyka tę podróżną wystawę obrazów, zmienia ich porządek, tworzy własne układy, proponuje nowe warianty.

Bawisz się tym, cieszysz, jeżeli przyjdzie Ci jakiś pomysł, szukasz nowych konceptów i rozważań…”

                                                                              niezrównany Mistrz- Ryszard Kapuściński.

wszystko co robię dedykuję jednej tylko Osobie. może dwóm. Dziękuję, że jesteś i pozwalasz mi być tak szczęśliwą.

Znikomek

w cienistym bezładzie istnień błąka się Znikomek. jedno ma oko błękitne-drugie piwne, więc raczej nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem inaczej. Dwie dusze ma w sobie. jedna po niebie się włóczy- druga na ziemi marnieje. w dłoniach ma nadmiar istnienia, a w oczach okruchy nocy.Znikomek spożył kęs Nieba i nie chce wracać na Ziemię. snu wieczystego na pamięć barwnie się uczy. byle z Tobą. byle z Tobą. (!)

o Chwili.

Wiadomym jest i oczywistym, że Chwila ulotnym jest kryształem. Zielonym szmaragdem rzuconym w stan duchowego uniesienia, którego żywot kończy się jak nagle urwany sen.

Każda jedna ,  Chwila najmniejsza i ta nie wyrafinowana,  jest moim nowym Mistrzem. Przewodnikiem. Każda chwila drobna ogromnym może być szczęściem. Chwila tworzy smugi czasu. Uczy nie moralizując zbędnie. Zmusza do wysiłku. I człowiek analizuje siebie. Powoli. Za szybko. Po kryjomu. Różnie. Czasami ulotność, kruchość i jej bezwzględna nietrwałość zamienia się w morze łez.

Prowadzi to do zrozumienia tajemnicy człowieczej bezradności wobec tajemnicy  przeżywania życia wedle upodobań, zachcianek, które są wymysłem bezsilnego wołania o pomoc. To co trwa chwilę , po czym gaśnie jak gwiazda nie powinno być źródłem badań człowieka. Ulotność ma swój cel i nie została stworzona do jej DEFINIOWANIA.. Zamiast ulegać czarowi, podejmować entuzjazm radowania się przebłyskiem a nie pełnym światłem – człowiek na drodze do Poznania nie jest w stanie się nie pogubić.. Troska o przyszłość i rozpamiętywanie przeszłości nawiedza Chwilę Obecną niepokojem i troską.  Ludzie noszą się w smutku. Apeluję o rozsądek. I wyobraźnię. Ulotność rzeczy  drobnych ma to do siebie , że doceniana tworzy niezmierzone kolonie Pierwiastków czystego szczęścia. Nie chwilowego.

ważka nieważka. niemoc.

Mogę przekształcić krajobraz,
zawrócić rzekę do źródła,
planować wiatry i burze,
mogę pojechać na Księżyc,
dokonać syntezy białka,
wysadzić z orbity Ziemię.
Tylko nie mogę przywrócić
życia zdeptanej biedronce.

Karol.  bo dobrze jest. że jest.

Monolog spadającego Liścia- czyli o czym myśli spadający Liść.

A więc zaczęło się. Trafiłem na powietrzny szlak, a kieruje mną wiatr. Jest to dla mnie szczególny okres, towarzyszy mu ciekawe uczucie, nagle dostrzegam wszystko z perepektywy diametralnie różnej… Przychodzą mi do głowy też bardzo specyficzne refleksje, osobliwie świeże, nieziemskie,, nieraz nawet doprawione odrobiną realizmu, bo zwykle bywają absurdem. Wszystko to faktycznie musi mieć związek z moim oderwaniem Drzewa. Krainy mojego dzieciństwa.

Sądzę, że z takim entuzjazmem jaki właściwie mi towarzyszy upajam się tą szczególną wolnością, gdyż wraz z potrzebą samodzielnego myślenia budzi się we mnie ciekawość świata.Nieokiełznana. Przebywając w ciasności nierozumnych konarów ginie gdzieś we mnie owa ciekawość- wszelka wnikliwość . bez reszty tonę w potrzebie współdziałania. Natomiast na powietrznym szlaku nie ma z kim współdziałać, toteż pozostaje mi pracować na własny rachunek, zdobywając wiedzę tylko dla siebie. Wszak otrzymuję tyle fascynujących bodźców z otoczenia! towarzyszy temu takie przyjemne rozedrganie…
W tym półwieczu mojejgo opadania szczególnie zainteresowali mnie ludzie. To byty o nikczemnej posturze, prymitywne karzełki, niesamowicie wręcz ograniczone w swym zapatrywaniu na świat, będący kolebką ich życia. Osobliwy jest ten człowieczy prymitywizm – na przykład całkowicie poza obszarem ludzkiego pojmowania leży nasz stan rozdzielno-łącznej świadomości. Żadnej z tych istot nawet przez myśl by nie przeszło, że wraz z odejściem od swojego Drzewa każdy z nas staje się osobnym bytem, udającym się na spoczynek po niemal rocznej, nieustannej pracy. Słyszałem wręcz, że ludzie bezmyślnie zbierają, depczą, tratują lub palą nasze stare ciała, te same, które prawie rok są nam opoką. Owszem, u kresu powietrznego szlaku mój duch opuści ciało, by przez całą zimę bawić w Krainie Szmaragdowego Snu, a następnie odrodzić się wiosną w Koronie Wielojedności – ale to jeszcze nie znaczy, że można bezkarnie moim ciałem poniewierać! Ciekaw jestem, czy te istoty podobny brak szacunku okazują szczątkom własnych przodków.
Najbardziej niepokoi mnie jednak to, co powiedział nam jeden z Podniebnych, który pewnego dnia przybył do nas z wizytą. Podobno na własne oczy widział, jak ludzie obalają i niszczą kolejne Wielojedności, wspomagani przez potężne, zębate monstra. Do dziś nie wiem, czy mam w to wierzyć. Drobne przewinienia można usprawiedliwić ludzkim prymitywizmem, ale nie sądzę, by sięgnął on poziomu, na którym rozmyślnie morduje się prastare istoty, ostoje pierwotnej ziemskiej mądrości, godne najwyższego szacunku!
Z drugiej strony jednak… sam to widzę. To zdają się potwierdzać moje półwieczne obserwacje. Ludzie coraz bardziej się rozprzestrzeniają, stają się agresywni, rozbestwieni. I niezwykle potężni. Dysponują własną, barbarzyńską wiedzą – umieją miotać ogniste gromy, wznosić ogromne, kamienne gniazda, hodować mordercze bestie. Możnaby pomyśleć, że nikt nie jest w stanie przeciwstawić się tym zapalczywym karzełkom, a nasza mądrość jest w porównaniu z ich mądrością całkowicie nieprzydatna. Oni mają środki, które pozwalają na zniszczenie każdej napotkanej przeszkody, stojącej na drodze ku Poznaniu. Kto wie, może kiedyś wydrą sekrety nawet naszym braciom z niebios? My wiemy tylko tyle, ile nasi bracia zechcieli nam wyjawić, ile jest potrzebne, abyśmy utrzymywali serdeczny kontakt, niosący wzajemne korzyści. Oni mogą z czasem dowiedzieć się wszystkiego. My mamy zasady i uświęconą, prastarą tradycją. Oni mają środki i szaleńczą determinację.
A teraz… sam już nie wiem, co jest obiektywnie lepsze i ważniejsze. Wątpliwości, absurdalne i niemal bluźniercze – oto kolejna niespodzianka, która może przytrafić się na powietrznym szlaku.

Odnoszę wrażenie, iż wątpliwe przywileje, związane z podróżą szlakiem podniebnym i ponadziemnym, zostały przyznane każdemu z nas celowo i zgodnie z odwiecznym porządkiem wszechrzeczy. Po to, aby zrozumieć rolę istot takich jak ludzie. Po to, aby choć na chwilę naszym udziałem stało się coś typowo ludzkiego, największy ich dar i największe brzemię – wolna wola. O wolnej woli również słyszałem od Wielojedności, ale jakże w duchu tamtej idealnej współpracy i jednomyślności mogłem pojąć jej znaczenie?
Być może prymitywizm i agresja ludzi to nic innego, jak efekt ich zagubienia w tym świecie, próba zrozumienia otaczającej rzeczywistości, zrozumienia utrudnionego ciągłymi rozterkami, ciągłymi wyborami, niepewnymi i wieloznacznymi? Być może ludziom, z uwagi na ich stale ciążące brzemię i oddalenie od ideałów Wielojedności, również należy się szacunek i duchowe wsparcie? A nuż to właśnie ich próby pojednania z własną naturą ukształtują przyszłość tego świata? Kto wie, czy myśmy nie wypełnili już swego zadania, i czy nie przyjdzie nam niebawem opuścić swych ciał na zawsze, by dołączyć do świetlistych braci w niebiosach i na wieczność pogrążyć się w Szmaragdowym Śnie?
To dobra okazja, by wspomnieć o Szmaragdowym Śnie, gdyż już za chwilę zapadnę w jego objęcia. Z bliska widać ziemię, a na niej dziesiątki mych braci, którzy już zasnęli. Ja zaś, u progu odpoczynku, czuję na sobie ludzkie brzemię oraz podziw dla tych, co je dźwigają. Nie wiem, czy mam żałować, że te odczucia za chwilę znikną. Może zbyt długo myślałem, może nie nad tym, nad czym powinienem. Do przygód powietrznego szlaku ciężko mieć jednoznaczny stosunek. Tak czy inaczej, chciałbym mieć możliwość podzielenia się tymi przemyśleniami z człowiekiem. Sądzę, że byłby to poważny krok ku pojednaniu – nie tylko mnie z ludźmi, ale przede wszystkim ludzi z samymi sobie i tym światem, wraz z jego pierwotnym obliczem.
A teraz – pora zasnąć. Ludzie również śnią. Pora zasnąć z nadzieją, że wspólnie wyśnimy coś dobrego…

 prośba tuż przed zaśnięciem.


nie depczcie po mnie-ja jestem światłem waszej twarzy
kamieniem węgielnym Przyszłości
listem do umarłych
wiatru pożywieniem -
nie depczcie po mnie -
we mnie jest mnóstwo korytarzy
żył złotonośnych apartamentów
we mnie jest ciężar waszych spojrzeń – przekleństw -
przeze mnie biegną drogi gwiazd
neutralne przestrzenie zamiary biedronek -
nie wgniatajcie mnie w ziemię -
jestem flagą Pokoju i Pieśni
świątynią bezdomnych -
zielonym okrętem
ostatnim uśmiechem miast