Archiwum z wrzesień, 2006|Strona archiwum miesięcznego

Imaginacja życia.

 

A kiedy tak chodzę brzegiem mojego morza, moje stopy idą pewnie a ja zapominam nagle, zapominam świadomie o rozmywającym się świecie, który pozostawiam Za-Sobą. wszelkie nieprzemyślane posunięcia i drogi złe, chwile trudne. woda zmywa ślady moich stóp. zupełnie jak Czas. Ten czas, który się wlecze nieubłaganie. Czas- Sprzymierzeniec.Czas zapomienia. Czas, którego jest tak mało…Wiele pytań, kótre stawiam pozostaje  samotnych. Bez odpowiedzi. A ja idę bardzo spokojna, staram się nie wahać i błądzić świadomie, bo czasem lubię ten trud odnajdywania się w nieznanym…idę powoli recytując wiersz- ten sam co zawsze. Czasami lepiej nie szukać odpowiedzi. Pytanie częściej jest źródłem rozmowy ze sobą. źródłem tego dialogu, który pomaga nadać sens, pomaga ustalić dalszy kierunek. I inspiruje.Liczy się tylko ta droga, którą idę. Ulotność, którą buduję i nie żałuję, kiedy się rozpływa… Moje morze nie zamarza. 

 Czasami tylko muszę usiąść, zamknąć oczy. Szkicuję wtedy na piasku mojej nieujarzmionej wyobraźni dla mnie tylko  zrozumiałe obrazy. Te przeświadczenia , że istnieje to wszystko w co nikt już dawno nie wierzy są dla mnie moją rzeczywistością. Moim światem w którym samotność bywa inspirująca.

Czasem Ktoś siada obok mnie. Czasami wszystko rozumie, czasami są pytania. czasami odpowiedzi… . Siedzimy razem, ale oczy mamy zamknięte. Dalsza droga jest przed nami. wystarczy iść. i może lepiej nie pytać.

.wolę nie uzasadniać.

 


Wolę deszcz

Wolę siebie lubiącą ludzi

Niż siebie kochającą ludzkość

Wolę kolor czarny

Wolę nie twierdzić,

że rozum jest wszystkiemu winien

Wolę wyjątki

Wolę zebrę w kratkę

Wolę mieć zastrzeżenia

Wolę cynamon

Wolę piekło chaosu niż piekła porządku

Wolę oczy ciemne ponieważ mam jasne

Wolę zera luzem

Niż ustawione w kolejce do cyfry

Wolę mieć włosy rozpuszczone

Wolę poezję

Wolę szelest spadającego liścia

Wolę zachody słońca

Wolę swoją miłość trudną

Wolę kraje podbite niż podbijające

Wolę teatr

Wolę nie mówić niż kłamać

Wolę jesień

Wolę muchę w oku niż czkawkę

Wolę nie marudzić

Wolę biegać po łące

Wolę Słoneczniki

Wolę płakać ze szczęścia

Wolę drogę wąską

Taką z dziurami po kolana

Wolę niedźwiedzie polarne

Wolę gamy durowe

Wolę Ciebie niż siebie samotną

Fantazja ŚwiatłoCienia.

.SZCZĘŚLIWĄ POŁKNĘŁAM GWIAZDĘ.

Jestem z kamienia. -powiedział kamień. I z konieczności muszę zachować powagę.

Pukam do drzwi kamienia: -To ja, wpuść mnie.

-Kamień: – możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy. Całą powierzchnią zwracam się ku Tobie,a całym wnętrzem leżę odwrócony.
- “nie wejdziesz” – mówi kamień. Brak Ci zmysłu udziału. Żaden zmysł nie zastąpi Ci zmysłu udziału. Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia nie przyda Ci się na nic bez zmysłu udziału. Nie wejdziesz- masz zaledwie zamysł tego zmysłu.Ledwie jego związek, wyobraźnię..

Pukam do drzwi kamienia: -”to ja- wpuść mnie…
…nie szukam w Tobie przytułku na wieczność,nie jestem nieszczęśliwa, nie jestem bezdomna..

.MÓJ ŚWIAT JEST WART POWROTU.

 

– A jakie jest największe kłamstwo świata? – To mianowicie, że nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata.